Zapisz swoję ulubione piosenki Grzegorz Turnau

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




Widok z balkonu willi w Lanckoronie

to panorama bitwy nieskończonej,
pola po których nie popędzą konie,
póki nie będzie zboże wykoszone.
Na pochyłościach rozłożone paski,
żółte, zielone wstążki od orderów,
których nie noszą, jedyne oklaski
to skrzydła ptaka wśród zboża szpalerów

Lanckorona, Lanckorona
rozłożona gdzie osłona
od spiekoty i od deszczu,
od tupotu szybkich spraw.

Stół nakryty wyostrza łyżki profil
a cerata pod nią błyszczy się w kratkę.
Kształty i wzory, dla których chlorofil
to jest dzbanek na miętową herbatkę.
Widok na stronę dojrzałej przyrody
przesila się w oku w nawałnicę ziół.
Dmą aromatów przezroczyste kłęby,
rozległa forpoczta wyplecionych buł.

Lanckorona, Lanckorona
rozłożona gdzie osłona
od spiekoty i od deszczu,
od tupotu szybkich spraw

Stroma uliczka wiedzie do piekarni,
stygnie na półkach zwyciężona gleba.
Młoda piekarka sypie dla ptaszarni
pachnące ziarno w kształcie grudek chleba.
Ziarna dla ptaka, ziarna dla człowieka
a dzikie chaszcze dla wiatrów muzyki.
Miejsca na które mało kto dziś czeka,
czasem z makatki piękny jeleń dziki

Lanckorona, Lanckorona
rozłożona gdzie osłona
od spiekoty i od deszczu,
od tupotu szybkich spraw.


Żyjesz i jesteś meteorem,

lata całe tętni ciepła krew,
rytmy wystukuje maleńki w piersiach motorek.
Od mózgu do ręki biegnie drucik nie nerw.
Jak na mechanizm przystało myśli masz ryte w metalu,
krążą po dziwnych kółkach, nigdy nie wyjdą z tych kółek,
jesteś system mechanicznie doskonały,
jesteś system mechanicznie doskonały

nagle coś się zepsuło...

Oto płaczesz, po kątach trudno znaleźć przeszły tydzień,
linie proste falują, zamiast kwadratów romby
w każdym głosie słychać
w całym bezwstydzie ostatecznego dnia trąby

Otworzyły się oczy niebieskie,
widzą razem witrynę sklepową i sąd,
przenika się nawzajem tłum,
archanioły i ludzie, archanioły i ludzie,
chmurne morze faluje przez ląd,
ulicami wskroś tramwaje w poprzek,

suną mgliste rydwany, suną mgliste rydwany
pod mostami różowe błyskawice, choć grudzień

otworzyły się oczy niebieskie
otworzyły się oczy niebieskie

Widzisz siebie – marynarza w Azji,
a zarazem trzyletniego, pięcioletniego chłopca
na warszawskim podwórku,
na warszawskim podwórku
i siebie przed maturą w gimnazjum,
namnożyło się tych postaci, namnożyło się tych postaci,
stoją ogromnym tłumem
a wszystko to ty, a wszystko to ty...
nie możesz tego objąć szlifowanym w żelazie rozumem

Żyjesz i jesteś meteorem
lata całe tętni ciepła krew...


Oj coś leniwa 

głowa mi się kiwa
kiedy wieje, wieje wiatr.
Od tego wiania i kiwania
obrzydł mi już cały, cały świat.

Trzeba by zrobić coś, psia kość.
Można by, ale kto i czym.
Trzeba by ale jak i gdzie.
Dałoby się, ale nikt nie wie co

Po mieście chodzą wieści,
że tu przyjdzie ludzi dwieście albo sto.
( lecz kto im co da ? )
Gdy bieda, zjedzą chleba i pomodlą się do nieba.
( lecz kto im co da ? )

Trzeba by...

Gdy słońce wstanie dobry Panie,
my musimy mieć śniadanie, każdy wie.
Bo chmara dzieci tu przyleci wpół do trzeciej,
wszystko, wszystko zje.

Trzeba by...

Oj coś leniwa
głowa mi się kiwa
kiedy wieje, ...